<title_newspaper=Przyjacika> 
<title_article=> 
<author_1=Krystyna .> 
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press> 
<year=1953> 
<month=06> 
<date=1953-06-28> 
<period=w> 
<status=1_obieg> 
<support=paper> 
Jestem, Przyjaciko, matk od 5 lat. O mojej przeszoci nic ciekawego powiedzie nie umiem. Ojciec jest robotnikiem, po wojnie ukoczyam z bardzo dobrym wynikiem zasadnicz szko wkiennicz. Swojego obecnego ma poznaam majc 18 lat i po roku zawarlimy maestwo. Zakochaam si w nim i kocham go nadal. Zdawaoby si wic, e wszystko ukada si jak najlepiej  wyj za m za kochanego czowieka, mie zawd i prac  czego wicej potrzeba do szczcia modej kobiecie? I ja tak mylaam wtedy  przed 5 laty, kiedy po lubie wracalimy do wsplnego domu. Rodzice ma odstpili nam w swoim mieszkaniu jeden pokj zaczlimy nasze maeskie poycie pod ich gocinnym dachem. Ojciec ma jest spokojnym, maomwnym czowiekiem, zawsze czuam, e mnie lubi i sama bardzo go (moe za to) lubiam. Natomiast matka ma, ju w okresie naszego narzeczestwa, dawaa mi odczu, e wtargnam do rodziny i wychwalajc syna tak si zachowywaa, jakby chciaa da mi do zrozumienia, e ja sama nic sob nie przedstawiam. Jednak uwaaam, e po pierwsze: bior lub z mem a nie z jego rodzin, po drugie, wierzyam, e i matka jego bdzie zadowolona z naszego zwizku, jeli mnie bliej pozna.
Ju od pierwszych niemal dni naszego maestwa, a do dzisiaj przez dugich pi lat  codziennie od nowa przekonuj si, e nie miaam wtedy racji. Pozornie wziam lub tylko z mem  w rzeczywistoci i przede wszystkim popadam w cakowit zaleno od jego matki.
Nie ma takiej sprawy midzy mn a mem i nie ma takiej rozmowy midzy nami, do ktrej nie wtrcaaby si matka rozstrzygajc spraw zawsze na moj niekorzy.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper> 
